Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beatrice. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beatrice. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Od Beatrice cd Amandy

- Zaraz przyniosę herbatę. - powiedziała i zniknęła za ścianą, gdy rozwiązywałam sznurówki w butach. Myślałam o tym facecie próbującym dotknąć Amandę. Ciekawe kim on był. A nie zapytałam, bo nie wypada. Gdy zdjęłam już buty i resztę niepotrzebnych rzeczy rozglądnęłam się po wnętrzu.
- Ładnie tu masz. - naprawdę, nie powiedziałam tego "tak o", z grzeczności.
- Mówiłaś coś? - możliwe, że nie usłyszała, w końcu była w innym pokoju.
- Tak, że ładnie masz. - powiedziałam tym razem głośniej
- A dziękuję, dziękuję! - usłyszałam nieco sztuczną radość w jej głosie. Naprawdę coś dziwnego z tym chłopakiem.
- Pomóc Ci? - nie miałam w końcu nic tu do roboty.
- Nie, dzięki, nie ma w czym. - odparła. Patrzyłam dookoła. Usłyszałam szmery, jakby podemną. Popatrzyłam pod nogi, nic nie było. Pomyślałam, że może sąsiad z dołu coś robi. Ucichło. Chwilkę potem znowu. Do pomieszczenia weszła dziewczyna z tacą w ręce.
- Już jestem. - powiedziała z uśmiechem. Gdy kładła wszystko na stole nagle spod kanapy wyskoczyło mi coś syczącego, z kłami w paszczy przed nos.
- Ja pie*dziele, co to?! - krzyknęłam i podskoczyłam ze strachu
- Och, Layla! - dziewczyna szybko wzięła tę straszną kreaturę na ręce. Kotek ku*wa. To był kotek.
- Ojej, przepraszam, że krzyknęłam, ale przeokropnie się przestraszyłam.
- Nie ma sprawy, rozumiem. Layla, tak nie można! Przepraszam za nią, naprawdę...
- Ok, przecież nic mi się nie stało.
- A to? - pokazała na moją szyję.
- Coś tam mam?
- Tam jest łazienka, zobacz sobie. - z tego wszystkiego nie poczułam, że ten "kiciuś" mnie podrapał. Znalazłam łazienkę, w niej lusterko, a w nim zobaczyłam zadrapanie nad obojczykiem, w którym zbierała się krew.
- To nic strasznego! Zwykłe zadrapanie.
- Rana to rana. - odpowiedziała. Obmyłam wodą, nie bolało, to najważniejsze. Obróciłam się na pięcie i wróciłam do znajomej.
- Nie boli?
- Nie, nie.
- To dobrze. - po tym zapadła chwilowa cisza. Ktoś musiał ją przerwać, byłam to ja.
- Czyli kotek ma na imię Layla, tak?
- Tak. A ty masz jakieś zwierzątko?
- Tak. Znaczy nie. Znaczy... no nie jest mój, ale często podlatuje pod moje okno, albo wlatuje do mieszkania. Gil, Tockie.
- Oj, to by się nasze pupile nie polubiły. - zaśmiała się. Nie wiem jak mogła trzymać tę czarną bestię na rękach i jeszcze ją głaskać. Zamyśliłam się. Czarny kocur patrzył na mnie, ja na niego. Sorry, na nią w końcu to ona, nie on. Ciekawe o czym myślisz kocurku. "Kogo ona tu znowu przyprowadziła? Znowu naraża się na niebezpieczeństwo. Znowu ktoś ją wykorzysta. Ona jest taka naiwna... a ja tylko chcę ją chronić. Nie chcę, by ktoś znowu zrobił jej coś złego. Tak jak ten chłopak z mieszkania obok." Czyli nie musiałam już pytać Amy o tego faceta. Ale głupio brzmi, że dowiedziałam się tego od kota. Kota którego nie cierpiałam, a nagle zrobił mi się obojętny. A może nawet troszkę pomocny.
- Hej, żyjesz?
- Mówiłaś coś? Przepraszam, strasznie się zamyśliłam, hah. To mówiłaś coś?

<Amanda? Brak pomysłu :/>

niedziela, 10 sierpnia 2014

Od Beatrice CD Amandy

- A może przyszłabyś do mnie na chwilę, na herbatę lub kawę? - zapytała mnie.
- Hm... chyba nic dzisiaj nie mam zaplanowanego. Więc... czemu nie? - odpowiedziałam z uśmiechem. Miła dziewczyna. Trochę mi głupio, że młodsza zaprasza, ale jak już zaprasza, to czemu nie skorzystać?
- Cieszę się. - wstała z siedzenia - Wysiadamy. - poinformowała mnie, a ja wstałam i przebiłam się przez tłum ludzi. Drzwi się otworzyły, a ja poczułam świeże, zimne powietrze.
- Zimno dzisiaj. - oznajmiłam.
- Na szczęście mój blok jest niedaleko. - gdy to powiedziała, odetchnęłam z ulgą.
- To dobrze, bo jestem strasznym zmarźluchem. - powiedziałam z cichym śmiechem z samej siebie. - prosto, czy skręcamy?
- Prosto. Widzisz tamten szaro-zielony blok?
- Tak. Wiesz, to tak blisko, że trudno nie zauważyć.
- No tak, właśnie tam idziemy.
- Oo, super. - przechodziłyśmy przez przejście i wchodziłyśmy na osiedle. Nie wyglądało ono za ciekawie... przyspieszyłyśmy kroku, gdy Amanda powiedziała mi, że osiedlowy, khe, khem, menel się na mnie patrzy. Weszłyśmy do budynku i zaczęłyśmy się śmiać. Czekałyśmy na windę.
- Bu! - krzyknął jakiś chłopak siedzący na rowerze za naszymi plecami. Podskoczyłam ze strachu.
- Łosz kurr... - odezwała się Amanda - przestraszyłeś nas!
- No co ty. Nie wierzę. - powiedział z szyderczym uśmiechem - Dzień dobry paniom. Jak się panie dzisiaj mają?
- A co ty dzisiaj masz taki dobry humor, co? Dobrze się mamy, a tak wogóle Beatrice, to jest mój brat Raphael,
- Całuję rączki. A mam swoje powody, żeby mieć dobry humor. - przerwał ze swoim uśmieszkiem.
- Um, dziękuję, Raphael. - powiedziałam, bo nic innego nie przychodziło mi do głowy.
- Dobra, to my już spadamy na górę, do zobaczenia później, pa! - powiedziała bratu i delikatnie pociągnęła mnie w stronę otwierających się drzwi windy.
- Pa! - odpowiedział i wyszedł na zewnątrz budynku.
- Przepraszam za niego, czasem tak ma. - powiedziała Amy gdy już wsiadłyśmy
- Nie ma sprawy, nic złego przecież nie zrobił. - jako że stałam przy przyciskach zapytałam: - Które piętro?

<Amanda? Na którym mieszkasz? ;3>

czwartek, 7 sierpnia 2014

Od Beatrice

Zimno. Autobus się spóźnia. Zapomniałam rękawiczek, odmarzają mi palce. Buty mam przemoczone. Ale dostałam parę wysokich ocen, więc dalej mam delikatny uśmiech na twarzy. Zawsze trzeba szukać jakichś plusów, co nie? Patrzyłam raz na zegarek, raz na ulicę, a raz na jakiegoś faceta z teczką w ręce. Fascynujące. Co by tu robić? Hm... może by poćwiczyć zdolności? Ciekawe o czym myśli pan wracający z pracy... skupiłam się na tym najmocniej jak potrafię i... "Dlaczego ona wygrała tą sprawę? Dlaczego ona dostała prawa rodzicielskie? On nie ma żadnych warunków odpowiadających dziecku! Och... no dlaczego? Nikt mi nie zastąpi Anastasii!" dobra, dobra, wystarczy. Bo jeszcze się popłaczę. Kto tu jeszcze idzie? Rozglądnęłam się.
- Przepraszam, która godzina? - zabrzmiał niski głos.
- Y, proszę? - nie wiem czemu tak zapytałam, chyba taki odruch.
- G-o-d-z-i-n-a. Godzina. - powiedział lekko zdenerwowany.
- Przepraszam, ym, 15:57.
- Dziękuję. Spóźnia się.
- Tak. - powiedziałam, a potem nastała cisza. Chwila, dobrze widzę? Wow, jedzie! Niesamowite *sarkazm*. Wsiadłam do pojazdu i usiadłam przy jakiejś dziewczynie. Ostatnie wolne siedzenie. Tyle wygrać! Uśmiechnęłam się do siebie. Przedemną 15 minut drogi. Skupiłam się na dziewczynie po mojej prawej stronie. Myślała: "Proszę, żeby nie zobaczyła co mam w rękach, proszę, proszę, proszę!" a ja, jakto ja zrobiłam na przekór. Ale tak tylko kącikiem oka spojrzałam, żeby nie widziała, że patrzę. Co tam ujrzałam? Naprawdę, przefantastyczne szkice! Nie mogę powiedzieć co przedstawiały, czy to jakieś fraktale, czy dziwne postacie, no po prostu były piękne! Nie mogłam tego tak zostawić, musiałam coś powiedzieć na ich temat.
- To... to twoje prace? - powiedziałam ze ździwieniem na twarzy
- Tak, wiem, okropne.
- Co? Okropne? Żartujesz? - powiedziałam z jeszcze większym ździwieniem na ryju, jak można mieć tak niską samoocenę?!
- Podobają ci się?
- Czy mi się podobają? Zajebiście mi się podobają! - dziewczyna spojrzała na swoją pracę i uśmiechnęła się.
- Naprawdę? Aż tak?
- Po co bym miała kłamać nieznajomą? - dziewczyna się zamyśliła i po chwili popatrzyła na mnie.
- Nie wiem. Chcesz zobaczyć inne?
- A masz? Pewnie! - wyciągnęła spod dzieła inne kartki. Nie potrafię powiedzieć, która praca była najpiękniejsza, wszystkie były wspaniałe! Patrzyłam, patrzyłam i w końcu się odezwałam.
- Wow... wiesz, ja też zajmuję się malarstwem, ale moje prace są niczym w porównaniu do twoich.
- A masz jakieś przy sobie?
- Nie. Wiesz, nie będę nosić codziennie płócien na uniwersytet. - zachichotałam, dziewczyna też. - A tak wogóle to nigdy cię nie widziałam na uniwersytecie.
- Cóż, bo... - dziewczyna widocznie się zakłopotała - bo ja jeszcze nie chodzę do uniwersytetu.
Gały mi dosłownie wyszły na wierzch. Dziewczyna, która robi takie prace i wygląda tak dorośle (nie staro, dorośle) nie ma 20 lat? Odebrało mi na chwilę mowę.
- Przy tobie jestem nikim. Naprawdę. - powiedziałam, zaśmiałyśmy się.
- A ja czuję się przy tobie jak gówniara. - dalej się śmiałyśmy. Po chwili ucichłyśmy. Nieznajoma odezwała się po momencię ciszy.
- Na jakim wysiadasz? - rozglądnęłam się i przeklnęłam pod nosem.
- Na tym co był 3 przystanki wcześniej.
- Ojej, przykro mi, ja na następnym. Może cię odprowadzę wzamian za to?
- Dziękuję, poradzę sobie. - powiedziałam i czekałam na następny postój. Akurat staliśmy w korku. Świetnie. Z nudów sprawdziłam o czym myśli nieznajoma. "Ciekawe, czy się przedstawi. Ja na nią nalegać nie będę, ona jest starsza, ja jestem zwykłą gówniarą. Ciekawe jakie ona maluje obrazy." Ha, w idealnym momencie podsłuchałam jej myśli. Chce, niech ma. Popatrzyłam jej w oczy i powiedziałam:
- Jestem Beatrice.

<Amanda>