Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Phoenix. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Phoenix. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 sierpnia 2014

Od Phoenix c.d Nathaniel'a

~Przez tego idiotę cała się naburmuszyłam.~ Pomyślała Phoenix próbując chociaż trochę się uspokoić. Jej humor już zaczął się polepszać, bo wyrwała się chociaż na chwilę z miasta, które wręcz przyprawiało ją o ból głowy, ale on musiał wszystko zepsuć. Gdyby tylko puścił ją wtedy w szpitalu, chociaż na sekundę... cała to sytuacja nie miałaby miejsca. A teraz miała na głowie wściekłego skurwysyna, który uparcie domagał się... czegoś co tak naprawdę mu się należało. Phoenix bardzo dobrze wiedziała, że to ona spowodowała wypadek, ale jej duma nie pozwalała jej się do tego przyznać. Może się to wydawać głupie... ale wolała już iść z nim na policję, niż dobrowolnie dać mu pieniądze na naprawę.
- Ja... - zaczęła i wskazała złowrogo (a przynajmniej taki był jej zamysł) palcem w stronę znienawidzonego faceta. - nie mam zamiaru teraz o tym rozmawiać.
- Ty...! - krzyknął czarnowłosy, ale dziewczyna powstrzymała go ruchem ręki.
- Nie krzycz, bo przestraszysz zwierzęta... Ja idę nad jezioro. Jak będziesz czegoś potrzebował... chociaż nie. Nic ode mnie nie dostaniesz. Herbata musi ci wystarczyć. Nara. - powiedziała i od razu ruszyła w stronę drzwi. Bardzo dobrze wiedziała, że facet chciał ją zatrzymać i nawet mógłby ją uderzyć. Niestety (albo i stety) nadal nie czuł się najlepiej po teleportacji. Na takim odludziu słyszała tylko jego myśli. I zdecydowanie nie były one przyjemne... No ale przynajmniej dowiedziała się czegoś o nim samym. Nazywał się Nathan i miał młodszego brata Izzac'a, którego bardzo kochał i bronił ponad wszystko. Szczerze mówiąc ta wiadomość trochę zdziwiła Phoenix. Według niej nie wyglądał na takiego, który mógłby do kogokolwiek żywić dobre uczucia. Inne myśli (w większości dotyczące jej osoby i zdecydowanie nie były to podziękowania za herbatę) zwyczajnie ignorowała. Dziewczyna nie miała ochoty przejmować się zdaniem takiego skurwiela jak on. Wyszła na zewnątrz i zaczerpnęła świeżego powietrza. Właśnie w takim miejscu chciałaby żyć. Może nie wyglądała na fankę natury, ale zdecydowanie wolała takie otoczenia od nowoczesnego miasta, w którym żyła na co dzień. Oczywiście nie mogła opuścić rodziny i przyjaciół, a także trudno byłoby jej zrezygnować z możliwości jakie daje Miasto Widzących, dlatego postanowiła, że co jakiś czas będzie uciekać do tego miejsca... do swojej kryjówki, przed magią i demonami. Widząca podeszła do brzegu rzeki i patrzyła na otaczające ją stworzenia. W tym miejscu nie było ani grama zła. Wszystko pracowało tak jak powinno... W tej chwili wydawało się to jedyne takie miejsce na ziemi. W świecie gdzie człowiek nie potrafi odróżnić dobra od zła, gdzie demony wkraczają do ludzkiego świata i niosą spustoszenie, nikt nawet nie pomyślałby, że takie miejsce może istnieć z dala od cywilizacji. Dobra koniec tego pieprzenia... przejdźmy do sedna sprawy. Nathan nie wytrzymał długo w domku. Kiedy tylko był w stanie normalnie się poruszać, wyszedł i od razu skierował się w stronę ciemnowłosej dziewczyny stojącej nad brzegiem.
- Tato... dlaczego tak musiało się stać? - usłyszał jak podszedł bliżej. - Może jakbyś był blisko mama nie stałaby się taka... oj wiesz jaka. Jest nieznośna, upierdliwa i wymaga od siebie zdecydowanie za dużo. Myśli, że ja jestem taka sama, a to nie prawda! Kiedyś jeszcze mi opowiadała o tobie... wtedy była szczęśliwa. Gdy wspominała zawsze byłą inna osobą, a teraz? Nawet gdy je robi to profesjonalnie. - Dziewczyna uśmiechnęła się i zaśmiała cicho. To był jej sposób, żeby odgonić łzy, które już zbierały się w kącikach jej oczu. - Gdzie jesteś tato...? - spytała cicho i opuściła głowę. Po chwili szybko ją odwróciła i spojrzała gniewnie w stronę podsłuchującego ją mężczyzny.
- Ładnie to tak? Skoro już ruszyłeś swój ciężki tyłek z siedzenia, to mogłeś chociaż coś powiedzieć. Czego chcesz?

<Nathaniel? Wiem, że długo czekasz :/ Ale czasu zbytnio nie mam i siły na cokolwiek :'c>

wtorek, 12 sierpnia 2014

Od Phoenix c.d Nathaniel'a

- Jak myślisz obudzi się? - usłyszała znajomy głos.
- Na pewno... pamiętasz ten wypadek sprzed roku? Miała wtedy dużo gorsze urazy, a jakoś się wylizała. - powiedział Aren, próbując pocieszyć "przyjaciółkę". Delikatnie dotknął jej ramienia w zdecydowanie bardziej niż przyjacielski sposób...
- No tak ale... Ten facet. Myślisz, że da jej spokój? Nie wyglądał na takiego, który by łatwo odpuszczał.
- Nie wiem Car... naprawdę nie wiem. - powiedział chłopak i spojrzał na swoją towarzyszkę z troską. Widział smutek w jej oczach i naprawdę chciał to jakoś zmienić. Patrzyli się na siebie bardzo długo. Nawet nie zauważyli jak Phoenix się obudziła.
- Ekhem. - Odchrząknęła patrząc na dwójkę przyjaciół, którzy nie zachowywali się jak przyjaciele. - Nie chcę wam przerywać taj zaskakująco romantycznej chwili... ale co ja tu właściwie robi? I gdzie jest ten posraniec, co spowodował wypadek!?
- Phoenix! - krzyknęła Caren i rzuciła się na nią.
- Ej! Uspokój się! Przecież nie umarłam... No nie ważne. Gdzie on jest? - zapytała, ale żadne z nich nie zdążyło odpowiedzieć, bo do sali wpadł rozwścieczony "sprawca" wypadku. Poruszał się szybko, a gdy tylko zobaczył Phoenix, od razu rzucił w jej stronę:
- O! Obudziłaś się! Bardzo dobrze. Idziemy na policje! - jednym ruchem wyrwał z jej ręki wenflon, by potem złapać ją za nadgarstek i pociągnąć za sobą.
- Hej, hej! Co ty wyprawiasz!? - wrzasnął od razu Aren, ale porywacz nic sobie z tego nie robił. Phoenix była zbyt słaba by się opierać. Ale nikt przecież nie mógł jej zatrzymać od używania mocy. Telepatia byłą jedną sprawą... i nawet jeśli nie udoskonaliła jeszcze tej zdolności to przecież miała jeszcze jedną. Musiała tylko wyrwać się z uścisku mężczyzny, bo inaczej zniknie razem z nim.
- Puść mnie! - krzyknęła najgłośniej jak umiała. Niestety jej głos był mocny zachrypnięty i nie dało to takiego rezultatu jaki by oczekiwała. Chwyciła więc jego rękę i powoli zaczęła ją odrywać od swojego nadgarstka. Niestety próby te były tak żałosne, że nie przyniosły zamierzonego efektu.
- Idziesz ze mną na policje. I to natychmiast. Zapłacisz mi za naprawę mojego motoru.
- Poczekaj! Dlaczego teraz!? Śpieszy ci się gdzieś!? Dopiero się obudziłam idioto, myślisz, że od razu czuje się lepiej!? - Phoenix pociągnęła rękę do tyłu tym samym zatrzymując czarnowłosego mężczyznę w pół kroku. On odwrócił się i powiedział:
- A tak nie jest? - spojrzał na nią wyczekująco. Dziewczyna nie chciała ustąpić. Patrzyła mu się w oczy z równą złością w oczach co on.
- Dobra. - powiedziała w końcu. - Jak chcesz... - Zdążyła zobaczyć tylko jego zdziwioną minę, a potem teleportowała się wraz z nim. W ciągu sekundy byli na miejscu. Phoenix stanęła pewnie na ziemi, tuż nad niedużym jeziorkiem. Gorzej było z czarnowłosym... On zdecydowanie nie polubi teleportacji. Leżał skulony i zwijał się w kłębek z powodu niewyjaśnionego bólu w okolicach żołądka. Tak to już jest za pierwszym razem.
- Wstawaj. - powiedziała lekko dotykając butem jego nogi. Nie było w nim żadnego odzewu, więc dziewczyna westchnęła cicho i ruszyła w kierunku niewielkiego drewnianego domku.
- Jak poczujesz się lepiej to przyjdź! - krzyknęła i zniknęła za drzwiami. Weszła do kuchni i zaczęła przygotowywać herbatę na poprawienie samopoczucia. Jak tylko woda się zagotowała, do środka wszedł wciąż lekko skulony mężczyzna.
- Usiądź. - powiedziała, a on bez żadnego protestu usiadł przy długim ciemnym drewnianym stole. Wnętrze domu było bardzo staromodne. W niczym nie przypominało surowego i nowoczesnego wystroju w Mieście Widzących. Phoenix uwielbiała to miejsce, właśnie dlatego, że było inne.
- Napij się tego. - rozkazała stawiając przed nim ciepły napój.

<Nathaniel? Jak chcesz jakieś szczegóły odnośnie miejsca gdzie przebywamy.. to pytaj :D>

niedziela, 3 sierpnia 2014

Od Phoenix

Dziewczyna wstała i wściekle spojrzała na osobę stojącą przed nią.
- To nie jest śmieszne Aren! Przecież wiesz, że te spodnie kosztowały majątek! - wydarła się po chwili złowrogo marszcząc brwi, jakby miało to kogokolwiek przestraszyć. Caren właśnie przeżyła bliskie spotkanie ze śniegiem i teraz cały jej tyłek był mokry... Tak... po prostu boki zrywać.
- Hahaha! Nie wytrzymam! Nie wytrzymam! - Zaśmiała się Phoenix patrząc na całą scenę. Złapała się za brzuch i zaniosła głośnym śmiechem, co wywołało irytacje jej przyjaciół. - Ależ nie przeszkadzajcie sobie... - powiedziała próbując złapać oddech. Dyszała zupełnie jakby właśnie przebiegła maraton. Jednak kiedy poczuła na sobie rozgniewane spojrzenia Arena i Caren, od razu się wyprostowała i uśmiechnęła przepraszająco.
- Phoenix! - warknęli obydwoje w tym samym momencie i rzucili się na wciąż roześmianą dziewczynę. Phoenix wiedziała, że się na nią nie gniewają. W końcu telepatia robiła swoje, nawet jakby nie chciała jej używać. Jeszcze nie opanowała w 100% tej zdolności... niestety. Czasami, aż głowa jej pękała od natłoku ludzkich myśli. I właśnie od tego miała Kaeru, który skutecznie wygłuszał wszystkie myśli innych w chwili gdy sam wchodził do jej głowy.
Wszyscy troje upadli na miękki śnieg śmiejąc się głośno. Zwykle właśnie tak kończył się ich zrywanie z zajęć, żeby "pójść się napić". Może jednak nie są, aż tak dorośli jak uważają.
- Znowu się zerwałaś? - usłyszała Phoenix niezadowolony głos swojego pupila. Nie odpowiedziała na jego zapytanie, usilnie próbując go ignorować.
- Chodźmy do mnie. - rzuciła do znajomych próbując wygramolić się ze śniegu.
- Gdzie jesteś? - usłyszała ponownie i znów nie odpowiedziała. - Wiem, że mnie słyszysz Phoenix!! - Kaeru był coraz bardziej zły i nawet nie chciał tego ukrywać. Od jakiegoś czasu nie podobało się mu zachowanie dziewczyny.
- Idę do domu. - wysłała wiadomość i od razu spróbowała postawić psychiczny mur odgradzający ją od psa.
- Nawet nie próbuj... Twoja matka nie będzie zadowolona. - powiedział Kaeru bez problemu niszcząć postawioną przez nią osłonę.
- Nigdy nie jest. Przecież dobrze o tym wiesz... - Zwierzę już nie odpowiedziało. Phoenix wraz z przyjaciółmi wsiadła do swojego sportowego mercedesa i ruszyła zostawiając świeże ślady opon na śniegu, który już zdążył zakryć ulicę. Nawierzchnia była trochę śliska, ale nie powstrzymało to dziewczyny od wyciągnięcia z maszyny zawrotnej prędkości. Noże nie było to zbyt rozsądne, ale... Phoenix w ogóle nie była rozsądna. Kiedy dojechała do ronda nawet się nie zatrzymała, tylko od razy włączyła się do ruchu... nie zauważając jadącego z drugiej strony motoru. Starała się zahamować, ale ulica była zbyt śliska, by samochód od razu mógł się zatrzymać. Auto zrobiło parę obrotów i zatrzymało się dopiero na latarni, która złamała się pod zbyt dużym naporem. A co z kierowcą motoru? Już oglądał szkody wyrządzone przez lekkie muśnięcie samochodu Phoenix. Dziewczyna wraz z przyjaciółmi wyszła z wozu.
- Na pewno nic ci nie jest? - zapytała Caren, patrząc na płynącą z rany na czole krew. Na pewno nie wyglądało to dobrze.
- Na pewno... emm... złapcie taksówkę i idźcie do mnie. Za jakiś czas do was dołączę, tylko zajmę się...
- Wisisz mi sporo kasy... naprawa karoserii,  wymiana zbitego przedniego reflektora nie wiem jeszcze jak z mechaniką, ale to sprawdzę później. - Przerwał jej facet i spojrzał na nią z nieukrywaną wściekłością. Phoenix zmarszczyła brwi i podeszła do niego.
- Nie jestem ci niczego winna! - rzuciła mu w twarz. - To przez ciebie zaszło to wszystko! Skoro widziałeś, że wjeżdżam to trzeba było się zatrzymać! A poza tym... Kto normalny jeździ motorem zimą!? I to jeszcze takim gratem... nic dziwnego, że rozpadł się od lekkiego szturchnięcia. - prychnęła i założyła ręce na siebie. Była z siebie bardzo zadowolona. Zaczęła ją trochę boleć głowa, ale dziewczyna stwierdziła, że zaraz jej przejdzie.
- Jedźcie już. Zajmę się tym. - powiedziała do przyjaciół, nie spuszczając wzrok z coraz bardziej wkurwionego mężczyzny. Caren i Aren odwrócili się niepewnie patrząc na całą scenę, po czym wsiedli do taksówki i odjechali.
- To jest klasyk jakbyś nie wiedziała. - odparł na pozór spokojnie. - Naprawa nawet małych usterek kosztuje miliony... lepiej żebyś miała takie pieniądze, bo obydwoje wiemy, że sprawcą wypadku byłaś ty.
- Jestem Summers... koszta mnie nie interesują. Ważniejsze jest to, że chcesz mnie wrobić! A no to sobie nie pozwolę! - Krzyknęła, ale nie wyszło jej to na dobre. Złapała się za głowę, żeby spróbować zatrzymać ból, ale nie przyniosło to żadnych efektów.
- Nic mi nie mówi twoje nazwisko. I szczerze gówno mnie ono obchodzi. Masz mi po prostu oddać kasę i tyle. - Phoenix spojrzała na niego i zmrużyła oczy. Głównie dlatego, że jego postać wydawała się nieostra. Pierwszy raz zdążyło jej się, że ktoś nie znał jej nazwiska. Była z tego zadowolona, bo przecież nienawidziła tego, że była aż tak znana, ale oczywiście nie mogła tego pokazać. Ten facet to totalny gbur i niewychowany idiota... Lekko chwiejnym krokiem podeszła do niego tak blisko, że och buty prawie się stykały.
- Nigdy... w życiu... - szepnęła, ale nie zdążyła powiedzieć nic więcej. Oczy jej się zamknęły, a nogi ugięły pod ciężarem ciała. Poczuła tylko jak ktoś ją łapie, a potem odpłynęła w zupełną ciemność.

<Nathan?>