Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Elijah. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Elijah. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 sierpnia 2014

Od Elijah c.d Miriabell

Kiedy chłopak wrócił do domu, nie zachowywał się tak jak zwykle. Nie mógł skupić się na pracy domowej, ani na ćwiczeniu swoich mocy. Wynikiem tego były przypalone rzeczy w jego mieszkaniu. Zwykle tak to bywa jak się ma zdolność pirokinezy, ale tym razem naprawdę nie wyglądało to dobrze. Elijah pomyślał, że to dlatego, że jest zmęczony. Nawet nie chciał uważać, że to przez Miriabell, która cały czas zajmowała jego myśli.
Następnego dnia jak zwykle przyszedł wcześniej do szkoły. Musiał jeszcze iść do biblioteki, żeby odrobić ta nieszczęsną pracę domową. Kiedy już skończył stanął na szkolnym korytarzu i opierając się o parapet zaczął czytać książkę. Jak zwykle wybrał kryminał. Fascynowało go jak autorzy potrafili złączyć wszystkie zagadki w całość... jednak ostatnio trafiał na słabe powieści, bo od pierwszych stron wiedział jak dalej będzie się rozgrywała akcja. 
Udało mu się przeczytać dwie strony... bo potem ktoś mu przeszkodził. Co naprawdę go zdziwiło, bo zwykle nikt mu nie przeszkadza. Nie. Stop. Nigdy nikt mu nie przeszkadza.
- Cześć. - usłyszał i od razu odwrócił się do dziewczyny stojącej obok niego. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę kto to jest. Odchrząknął więc i odpowiedział na przywitanie, po czym wrócił do lektury. A raczej próbował, bo nie potrafił się już skupić na fabule. 
- Przepraszam, że ci przeszkadzam, ale...
- Nie przeszkadzasz. - wtrącił się Elijah.
- To dobrze. - Miriabell uśmiechnęła się i mówiła dalej. - Jak twoje rany?
- Goją się. - chłopak automatycznie spojrzał na plastry na rękach. Faktycznie szybko wszystko się goiło. Rano postanowił zdjąć bandaże i zamiast nich zasłonić rany plastrami.
- Cieszę się. Jeszcze raz przepraszam za Shirka... on po prostu chce mnie bronić. Pewnie myślał, że chcesz mi coś zrobić, albo...
- Nie musisz się tłumaczyć. - przerwał jej znowu Elijah. - I lepiej ze mną nie rozmawiaj, bo nie wpłynie to dobrze na twoją reputacje. 
- O co ci chodzi? - zapytała unosząc lekko brwi do góry.
- O to, że jestem nie lubiany... A nawet nie. Po prostu jestem niewidzialny, co w sumie mi pasuje. I nie dość, że jak będziesz się ze mną zadawać, to ty ucierpisz, to i moja niezauważalność zniknie. Obydwoje na tym ucierpimy, więc pozwól, że na tym zakończę naszą znajomość. - wytłumaczył jej po czym zamknął książkę i odszedł w kierunku klasy.  Nawet nie odwrócił się by spojrzeć na dziewczynę. Postanowił zupełnie zapomnieć, że kiedykolwiek się nią interesował. 

<Miriabell?>

piątek, 8 sierpnia 2014

Od Elijah c.d Miriabell

- Miriabell Akhai! - powiedziała nauczycielka historii szukając po klasie rudowłosej dziewczyny.
- Jestem! - odkrzyknęła wesoło, jakby byłą najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Elijah, siedzący za ową młodą kobietą, z kamienną twarzą śledził każdy jej ruch. Od początku roku szkolnego, na każdej lekcji historii, łapał się na tym jak się jej przygląda. Była od niego młodsza, więc historia to jedyna lekcja na której uczyli się "razem". Elijah wie, że jej rodzice zmarli jak była mała, a teraz opiekuje się nią starsza siostra... Wystarczyło być w jej pobliżu i usłyszeć jak rozmawia ze znajomymi. Nie było to szczególnie dziwne zwłaszcza, że ona kompletnie nie zwracała na niego uwagi. Chłopak idealnie potrafił wtopić się w otoczenie, nawet pomimo swojego krzykliwego wyglądu. A jeżeli już ktoś go zauważył, uciekał jak najszybciej w inną stronę. Jego powaga i bezuczuciowość po prostu wszystkich odpychała. No ale nic... powrócimy do lekcji historii.
- Nicodem Bassimo! - krzyknęła nauczycielka po raz trzeci. Ucznia nie było, więc przeszła dalej.
- Elijah Grey!
- Jestem. - odpowiedział chłopak nawet nie podnosząc głowy do góry. Głos miał niski, ale płaski. Żadnych uczuć. Nie robił tego specjalnie. Po prostu taki już był i nie potrafił tego zmienić. Parę razy nawet próbował się uśmiechnąć, ale zawsze dawało to zupełnie odwrotny efekt od oczekiwanego.
Elijah podniósł głowę i spojrzał jak Miriabell sprząta swoje rzeczy z biurka. Przed chwilą zadzwonił dzwonek i wszyscy już wychodzili z klasy. Dziewczynie spadł na podłogę portfel. Zwykły niebieski, ale z wszytą ręcznie białą koronką. Chłopak wstał i biorąc spakowaną już torbę na ramię minął stolik rudowłosej przy okazji podnosząc zgubę dziewczyny. Ona nawet tego nie zauważyła. Szybko położył go na jej stoliku, a Miriabell schowała go po chwili do torby. Kiedy ona wychodziła z klasy, on już dawno zniknął w następnym korytarzu. 

~Trzy godziny później~

Mały płomień szaleńczo tańczył na długim źdźble trawy. W chwili gdy już prawie dotknął podłoża i zaczął się roznosić, momentalnie zgasł. Następnie zapaliła się wysoka trawa tuż obok wypalonego źdźbła. Elijah, bo to on był sprawcą tych zapłonów, przybliżył się do ognia z zamiarem sprawdzenia swoich umiejętności. Bez wahania włożył rękę do ognia. Przez pierwsze sekundy nie czuł bólu, jednak chwilę później trzymał się za zaczerwienioną dłoń na której już zaczynały się pojawiać pierwsze bąble.
- No pięknie... Znowu to samo. - szepnął do siebie, gasząc rozpalony przez siebie pożar. Zdrową ręką otworzył torbę i wyjął z niej bandaż wielorazowego użytku. Dość często zdarzało mu się poparzyć, ponieważ wciąż uparcie sprawdzał swoje możliwości. Owinął bandaż wokół rany i pomagając sobie zębami zawiązał supełek na końcu. Położył się na trawie i zamknął na chwilę oczy. Słyszał szum rzeki, która płynęła na dole, oraz dźwięki ulicy z góry. Chciał spróbować jeszcze jednaj rzeczy... Zaczął intensywnie myśleć o ogniu. Poczuł ciepło rozchodzące się najpierw od ramienia, a potem wzdłuż całego ciała, aż do drugiego ramienia. A kiedy otworzył oczy i spojrzał wokół siebie, otaczał go okrąg z ognia. Równy obrys jego ciała. Ta sztuczka nie wyszła mu jednak na dobre, bo niespodziewanie coś spadło zupełnie nie wiadomo skąd i wpadło w sam środek ognia. Chłopak zareagował szybko, jednak nie dość szybko... Nieduża niebieska portmonetka już zdążyła się zniszczyć. Elijah oczywiście wiedział do kogo należy, dlatego też podniósł przedmiot i starał się zrobić coś z zabrudzeniami i spalonymi częściami. Nie zdążył jednak.
- Przepraszam, ale.... to mój portfel, czy mógłby pan mi go oddać? - usłyszał cichy głosik za sobą. Odwrócił się natychmiast, a w zamian za to został zaatakowany... przez psa... naprawdę dziwnego psa. Zwierzę wyrwało mu z rąk portmonetkę, od razu robiąc parę świeżych ran na przed chwilą zdrowej ręce.
- To bydle mnie ugryzło! - wrzasnął Elijah, nieźle wkurwiony. Rzadko mu się to zdarzało, ale sądził, że teraz miał ku temu powód.
- Ja tak strasznie przepraszam! - zawołała Miriabell, podbiegając do niego. Kiedy zobaczyła rany na jego rękach, zaoferowała mu swoją pomoc, jednak Elijah odwrócił się od niej. 
- To ja przepraszam. - powiedział beznamiętnie i na tyle głośno, żeby usłyszała. - Twój portfel... trochę go przypaliłem. - Sięgnął do plecaka i wyjął płyn dezynfekujący rany, szybko polewając nim ugryzienie psowatego. Syknął przy tym, ponieważ poczuł ból, ale specjalnie się tym nie przejął. Za to Miriabell tak.. Ukucnęła obok niego i wyrwała mu buteleczkę z ręki.
- Nie tak! Za dużo tego lejesz, więc nie dziw się, że cie boli! Oddaj to. A portfelem się nie martw... i tak sama go zrobiłam i mogę zrobić kolejny. - delikatnie wzięła jego rękę w dłonie i powoli i odrobinę polała resztę ran. Potem poprosiła o bandaż, który leżał obok jego torby i przewiązała mu nim rękę. Elijah patrzył się na to wszystko tępym wzrokiem. Chyba pierwszy raz ktoś mu pomagał... i to z własnej, nieprzymuszonej woli. Nie pokazał jednak nic co mogłoby pokazać, że jest wdzięczny. 
- Dzięki. - rzucił tylko krótko i zaczął zbierać swoje rzeczy.

<Miriabell?>