niedziela, 10 sierpnia 2014

Od Miriabell c.d Elijah

Pomogłam chłopakowi pozbierać rzeczy. Gdy spojrzałam na niego wydawał mi się... znajomy? Nie miałam nigdy specjalnej pamięci do twarzy, tym bardziej, że nie często zdarzało mi się na kogoś wprost patrzeć. Tłumaczyłam to sobie czasami tym, że niegrzecznie jest się komuś przypatrywać, ale prawda byłą taka, że nie miałam na to zwyczajnie śmiałości.
- Wybacz, ale.. czy my się czasami nie znamy? - spytałam, zdając sobie sprawę z tego jak to brzmi.
- Owszem - powiedział. - Jestem Elijah...
- Elijah Grey? - już wiedziałam kim jest. - Chodzimy razem na historię... Przepraszam, że od razu cię nie poznałam - uśmiechnęłam się przepraszająco. Było mi głupio z tego powodu. Owszem nie znałam wszystkich, nie tak całkiem, ale przynajmniej potrafiłam dopasować imię do twarzy.
- Nie ma za co - powiedział i wstał. 
- Na pewno wszystko w porządku? - jeszcze raz zerknęłam na jego dłoń. Krew wsiąkła w bandaż, ale nie było jej wiele na szczęście. 
- Tak, dam sobie radę.
- Dobrze. Skoro tak uważasz. To... do zobaczenia na historii - powiedziałam z uśmiechem.
Chłopak przez moment zerkał na mnie dziwnie, ale po chwili odwrócił się i odszedł. Ja także ruszyłam w stronę domu. Shrik szedł za mną, dalej trzymając w pysku mój portfel. Wypluł go dopiero w domu. Uniosłam swoją własność i położyłam na szafce.
- Witaj, ciepły domku - powiedziałam z ulgą, ściągając grubą kurtkę i szalik. Pierwsze kroki skierowałam do kuchni, gdzie zostawiłam zakupy i zrobiłam sobie gorącą czekoladę z wanilią. Ciepły, słodki napój ogrzał mnie wreszcie. 
Shrik kręcił się koło szafki, w której trzymałam jego karmę.
- O nie, dostaniesz jeść dopiero wieczorem. Rano pochłonąłeś całą puchę. Jak będziesz tak jadł to będziesz szerszy niż dłuższy - powiedziałam.
Pies fuknął i warknął, na mnie, po czym postanowił sobie w najlepsze wyjść.
- Nie tak szybko! - zatrzymałam go, klękając przed nim i biorąc jego pysk w dłonie, tak, żeby na mnie spojrzał - Ile razy ci mówiłam, że nie wolno nikogo gryźć? - spytałam, wiedziałam, ze on mnie rozumie. - Czy ty chcesz, żeby cię zabrali i uśpili? Jeżeli chcesz żyć wśród ludzi to musisz przestrzegać ludzkich zasad.
Shrik przekręcił głowę, jakby chciał zapytać "Serio?". 
- Ja mówię poważnie. Elijah był miły i nawet ci się nie oberwało, ale w końcu się nie wywiniesz i co ja zrobię bez ciebie?
Pies spuścił wzrok.
- Bądź już grzeczny, dobrze?
Niechętnie poruszył łbem.
Wstałam i zabrałam się za robienie obiadu. Szybko się z tym uporałam, zrobiłam zapiekankę, którą Megan mogła odgrzać w parę chwil, kiedy już wróci, Shrik tez wyskomlał swoją porcję, bo jak zwykle jego słodkie oczęta kontra moje miękkie serce... to była nierówna walka. 
Po obiedzie wzięłam się za swój portfel, a raczej to co z niego zostało, bo Shrik go dodatkowo oślinił i to solidnie. Wyjęłam z niego wszystko, na całe szczęście zniszczenia były powierzchowne i sięgnęłam do swojej szuflady, w której trzymałam przybory do szycia i materiał. Nucąc zabrałam się do roboty.  Miałam sporą wprawę, więc nieduża saszetka z przegródkami wyszła mi dość szybko. Szybko też przejrzałam książki, choć nie miałam nic czego musiałabym się na jutro nauczyć.
Gdy kładłam się, mojej siostry jeszcze nie było. 
Rano wstałam jak zwykle wcześnie. Zajrzałam cicho do pokoju siostry, spała jak zabita. Biedna, ciekawe o której wróciła. Szybko zjadłam śniadanie, posprzątałam, nakarmiłam Shrika, zabrałam wszystko na lekcje i wyszłam.
Gdy dotarłam do szkoły było jeszcze sporo czasu do pierwszej lekcji, zawsze tak docierałam do szkoły. Nie byłam sama. Na korytarzu stał Elijah. Podeszłam do niego, choć nie wiedziałam czy powinnam to robić. 
- Cześć - powiedziałam z uśmiechem. 

<Elijah?>

sobota, 9 sierpnia 2014

Od Izaac'a c.d Raphael'a

Gdy wróciłem to Nathaniel'a nie było. Pewnie wróci dopiero wieczorem... Zdjąłem na przedpokoju kurtkę i buty, pokrowiec z mieczami oparłem o ścianę i poszedłem do kuchni. Stiga niosłem w dłoni więc cały czas gadał.
- Stig... Ucisz się na chwilę...- westchnąłem i otworzyłem lodówkę by zrobić sobie kanapki z żółtym serem, francuską musztardą i miodem. Wiem że dziwne połączenie, ale naprawdę smaczne.
- A tobie co? Nadal przyjmujesz się tym chłopakiem?
- Nie to że przejmuje...- ozdobiłem kanapki serem i miodem.- Ale tym razem myślałem że mnie polubi.- westchnąłem i wziąłem talerzyk z kanapkami. W drugą rękę wziąłem Kamora.
- Weź rozpuścić te włosy bo wyglądasz jak baba.
- Sam wyglądasz jak baba.
Wszedłem do salonu i usiadłem po turecku na kanapie. Włączyłem telewizor i spojrzałem na Stiga.
- Chcesz jedną?
- Mogę chcieć~.- zaśmiał się i zaczął wsuwać jedną kanapkę.
No to pora na nudy... Może jak Nathan wróci do domu to będzie ciekawiej?

[Raphael? Teraz ty wymyślasz spotkanie, chyba że nie chcesz XP]

Od Raphael'a c.d Izzac'a

Chciałem jak najszybciej znaleźć się w domu. Było mi cholernie zimno i obawiałem się, że Snoopy rozwalił całe mieszkanie. Ale w sumie i tak było już rozwalone, więc dużych strat nie będzie. Miałem nadzieję, że czerwonowłosy chłopak jest jeszcze w sklepie i nie wpadnie na pomysł, żeby mnie gonić. Nie, za głupi jest. Po kilku minutach zobaczyłem dobrze znane mi osiedle i blok z numerem 13. Wpadłem na klatkę i szybko wszedłem po schodach do góry. Kiedy tylko otworzyłem drzwi, biały pies wbiegł na mnie, o mało mnie nie przewracając.
- Już jestem, Snoop. Zaraz dostaniesz jedzenie. - powiedziałem do niego i dopiero chwilę później zorientowałem się, że nie jestem jeszcze w domu, a gadanie do psa jest trochę głupie
Rozejrzałem się wokół, ale na szczęście było całkiem pusto. Zresztą na tym piętrze mieszka tylko jakaś blond włosa laseczka z koleżanką, debil, który uważa, że jest we wszystkim najlepszy i się mnie boi (nie pytajcie dlaczego...) no i stara, wredna aptekarka. Reszta mieszkań jest pusta, bo podobno wszyscy ich właściciele popełniali samobójstwa i teraz ludzie boją się tam mieszkać. Ale równie dobrze mógł ich załatwić któryś z tych... chłopaków, który mieszkają dwa piętra nade mną. Są to bardzo mili i kulturalni ludzie, którzy w swoim mieszkaniu mają zwyczaj trzymać maczety, noże i pistolety oraz prezentują znajomość bardzo wielkiego zasobu słów, którego wymieniać nie mam zamiaru. O, właśnie jeden mnie minął. Spojrzał na mnie dziwnie, po czym przeniósł wzrok na mojego psa. Szybko zbiegł po schodach, a ja uśmiechnąłem się pod nosem i wszedłem do mieszkania. Zdjąłem buty, a Snoopy cały czas skakał wokół mnie i wszystko utrudniał. Najpierw nakarmiłem psa, a potem sam wreszcie zjadłem śniadanie. Usiadłem na kanapie, przykryłem się kocem i włączyłem telewizor, a potem zacząłem oglądać film, który widziałem już kilka razy. Ale on nigdy mi się nie znudzi...

<Izaac?>

piątek, 8 sierpnia 2014

Od Izaac'a c.d Raphael'a

Miałem nadzieję że ten chłopak się w końcu się przekonał i chciał się ze mną zakolegować. Może on w końcu ode mnie nie ucieknie?
Z uśmiechem wszedłem do sklepu zoologicznego i kupiłem karmę dla psa. Mam nadzieje że będzie dobra. Zapłaciłem i wyszedłem ze sklepu, jednak chłopaka tam nie było.
Można się było tego spodziewać... zawsze tak robią a ja zawsze daję się nabrać. Smutno mi się zrobiło ale to już chyba kwestia przyzwyczajenia. Odwróciłem się na pięcie i poszedłem oddać karmę. Po co mi ona? Nawet psa nie mam, on też by pewnie ode mnie uciekł.
Wyszedłem ze sklepu i usiadłem niedaleko na murku. Zdjąłem pokrowiec z mieczami z pleców i wyjąłem z kieszonki Stiga. Kręcił się więc odsunąłem zamek na jego ustach.
- I kolejny raz ktoś od ciebie spieprzył?! Sierota z ciebie!- zaczął narzekać.
- Mógłbyś mnie nie dołować.- westchnąłem.
- No dobra, dobra.. przepraszam. Po prostu nie masz szczęścia do ludzi i tyle.- zaśmiał się.- Brrr... Jak zimno! Chodźmy do domu.
- Powinienem mu chyba oddać pieniądze...- szepnąłem.- Jak go kiedyś spotkam to mu oddam, a teraz do domu się ogrzać.- uśmiechnąłem się lekko i zeskoczyłem z murku.
Schowałem Stiga do kieszeni kurtki i ruszyłem powolnym krokiem w stronę domu.

[Raphael?]

Od Elijah c.d Miriabell

- Miriabell Akhai! - powiedziała nauczycielka historii szukając po klasie rudowłosej dziewczyny.
- Jestem! - odkrzyknęła wesoło, jakby byłą najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Elijah, siedzący za ową młodą kobietą, z kamienną twarzą śledził każdy jej ruch. Od początku roku szkolnego, na każdej lekcji historii, łapał się na tym jak się jej przygląda. Była od niego młodsza, więc historia to jedyna lekcja na której uczyli się "razem". Elijah wie, że jej rodzice zmarli jak była mała, a teraz opiekuje się nią starsza siostra... Wystarczyło być w jej pobliżu i usłyszeć jak rozmawia ze znajomymi. Nie było to szczególnie dziwne zwłaszcza, że ona kompletnie nie zwracała na niego uwagi. Chłopak idealnie potrafił wtopić się w otoczenie, nawet pomimo swojego krzykliwego wyglądu. A jeżeli już ktoś go zauważył, uciekał jak najszybciej w inną stronę. Jego powaga i bezuczuciowość po prostu wszystkich odpychała. No ale nic... powrócimy do lekcji historii.
- Nicodem Bassimo! - krzyknęła nauczycielka po raz trzeci. Ucznia nie było, więc przeszła dalej.
- Elijah Grey!
- Jestem. - odpowiedział chłopak nawet nie podnosząc głowy do góry. Głos miał niski, ale płaski. Żadnych uczuć. Nie robił tego specjalnie. Po prostu taki już był i nie potrafił tego zmienić. Parę razy nawet próbował się uśmiechnąć, ale zawsze dawało to zupełnie odwrotny efekt od oczekiwanego.
Elijah podniósł głowę i spojrzał jak Miriabell sprząta swoje rzeczy z biurka. Przed chwilą zadzwonił dzwonek i wszyscy już wychodzili z klasy. Dziewczynie spadł na podłogę portfel. Zwykły niebieski, ale z wszytą ręcznie białą koronką. Chłopak wstał i biorąc spakowaną już torbę na ramię minął stolik rudowłosej przy okazji podnosząc zgubę dziewczyny. Ona nawet tego nie zauważyła. Szybko położył go na jej stoliku, a Miriabell schowała go po chwili do torby. Kiedy ona wychodziła z klasy, on już dawno zniknął w następnym korytarzu. 

~Trzy godziny później~

Mały płomień szaleńczo tańczył na długim źdźble trawy. W chwili gdy już prawie dotknął podłoża i zaczął się roznosić, momentalnie zgasł. Następnie zapaliła się wysoka trawa tuż obok wypalonego źdźbła. Elijah, bo to on był sprawcą tych zapłonów, przybliżył się do ognia z zamiarem sprawdzenia swoich umiejętności. Bez wahania włożył rękę do ognia. Przez pierwsze sekundy nie czuł bólu, jednak chwilę później trzymał się za zaczerwienioną dłoń na której już zaczynały się pojawiać pierwsze bąble.
- No pięknie... Znowu to samo. - szepnął do siebie, gasząc rozpalony przez siebie pożar. Zdrową ręką otworzył torbę i wyjął z niej bandaż wielorazowego użytku. Dość często zdarzało mu się poparzyć, ponieważ wciąż uparcie sprawdzał swoje możliwości. Owinął bandaż wokół rany i pomagając sobie zębami zawiązał supełek na końcu. Położył się na trawie i zamknął na chwilę oczy. Słyszał szum rzeki, która płynęła na dole, oraz dźwięki ulicy z góry. Chciał spróbować jeszcze jednaj rzeczy... Zaczął intensywnie myśleć o ogniu. Poczuł ciepło rozchodzące się najpierw od ramienia, a potem wzdłuż całego ciała, aż do drugiego ramienia. A kiedy otworzył oczy i spojrzał wokół siebie, otaczał go okrąg z ognia. Równy obrys jego ciała. Ta sztuczka nie wyszła mu jednak na dobre, bo niespodziewanie coś spadło zupełnie nie wiadomo skąd i wpadło w sam środek ognia. Chłopak zareagował szybko, jednak nie dość szybko... Nieduża niebieska portmonetka już zdążyła się zniszczyć. Elijah oczywiście wiedział do kogo należy, dlatego też podniósł przedmiot i starał się zrobić coś z zabrudzeniami i spalonymi częściami. Nie zdążył jednak.
- Przepraszam, ale.... to mój portfel, czy mógłby pan mi go oddać? - usłyszał cichy głosik za sobą. Odwrócił się natychmiast, a w zamian za to został zaatakowany... przez psa... naprawdę dziwnego psa. Zwierzę wyrwało mu z rąk portmonetkę, od razu robiąc parę świeżych ran na przed chwilą zdrowej ręce.
- To bydle mnie ugryzło! - wrzasnął Elijah, nieźle wkurwiony. Rzadko mu się to zdarzało, ale sądził, że teraz miał ku temu powód.
- Ja tak strasznie przepraszam! - zawołała Miriabell, podbiegając do niego. Kiedy zobaczyła rany na jego rękach, zaoferowała mu swoją pomoc, jednak Elijah odwrócił się od niej. 
- To ja przepraszam. - powiedział beznamiętnie i na tyle głośno, żeby usłyszała. - Twój portfel... trochę go przypaliłem. - Sięgnął do plecaka i wyjął płyn dezynfekujący rany, szybko polewając nim ugryzienie psowatego. Syknął przy tym, ponieważ poczuł ból, ale specjalnie się tym nie przejął. Za to Miriabell tak.. Ukucnęła obok niego i wyrwała mu buteleczkę z ręki.
- Nie tak! Za dużo tego lejesz, więc nie dziw się, że cie boli! Oddaj to. A portfelem się nie martw... i tak sama go zrobiłam i mogę zrobić kolejny. - delikatnie wzięła jego rękę w dłonie i powoli i odrobinę polała resztę ran. Potem poprosiła o bandaż, który leżał obok jego torby i przewiązała mu nim rękę. Elijah patrzył się na to wszystko tępym wzrokiem. Chyba pierwszy raz ktoś mu pomagał... i to z własnej, nieprzymuszonej woli. Nie pokazał jednak nic co mogłoby pokazać, że jest wdzięczny. 
- Dzięki. - rzucił tylko krótko i zaczął zbierać swoje rzeczy.

<Miriabell?>

Od Amandy cd Beatrice

Kolejny nudny dzień w szkole. Chociaż nie było tak źle, a nawet wypuścili nas pół godziny wcześniej, dzięki czemu idealnie zdążyłam na wcześniejszy autobus. Zadowolona, że nie musiałam marznąć na przystanku wsiadłam do pojazdu, ale chwilę później mój uśmiech zniknął. Prawie wszystkie miejsca były zajęte, a ja miałam przed sobą ponad dwadzieścia minut drogi! Ostatnimi wolnymi miejscami były dwa, na samym końcu autobusu. Naprawdę muszę przyłożyć się do nauki, żeby w końcu móc przenosić się na większe odległości, na przykład do domu. Ugh... Ale lepsze to niż nic. Usiadłam na miejscu, a dwa przystanki później przysiadła się do mnie jakaś dziewczyna. Oparłam głowę na szybie, ale czułam, że nieznajoma mnie obserwuje. Przycisnęłam do siebie rysunki, które trzymałam w ręce, ponieważ nie chciałam, żeby je zobaczyła. Nie potrafiłam rysować, ale lubiłam to, więc czasem na lekcji coś kreśliłam. Jednak nie udało mi się ich ukryć.
- To... to twoje prace? - odezwała się do chwili dziewczyna
[...] Kiedy pochwaliła moje prace, bardzo się zdziwiłam, ale było mi miło. Sama nieznajoma również okazała się bardzo przyjazna.
- Jestem Beatrice. - odezwała się nagle
- Amanda. - uśmiechnęłam się - Miło poznać.
- Mi również. - odwzajemniła uśmiech
Kiedy autobus przebrnął przez korek i zatrzymał się na przystanku, wysiadłyśmy razem. Miałam fajnie, bo mój dom znajdował się zaledwie kilkaset metrów stąd. A właściwie blok, bo mieszkałam w niedużym mieszkaniu na dość... nieprzyjemnym osiedlu. Ale Raphael mieszkał piętro niżej niż ja, więc nie było źle.
- A może przyszłabyś do mnie na chwilę, na herbatę lub kawę? - zaproponowałam patrząc na nią

<Beatrice? Daj się namówić na herbatkę :3>

Od Raphael'a cd Izaac'a

- A nie pomyślałeś, że ja nie chcę? - burknąłem
Nadal nie zwalniałem kroku i myślałem, jak pozbyć się czerwonowłosego chłopaka. Nagle wpadł mi do głowy świetny pomysł, chociaż nie byłem pewny, czy się uda.
- Choler.a! - zawołałem w pewnym momencie i zatrzymałem się - Zapomniałem kupić karmy dla psa!
- Mogę po nią iść. - zaproponował chłopak
Uśmiechnąłem się do niego sztucznie. O to właśnie mi chodziło! Chociaż tak naprawdę miałem karmę w siatce, to chłopak nie mógł o tym wiedzieć. Wręczyłem mu banknot i poleciłem, żeby kupił puszkę z karmą.
- Zaraz będę, poczekaj tutaj. - powiedział i ruszył biegiem w stronę sklepu
Jednak ja nie zamierzałem czekać. Kiedy tylko Izaac zniknął za zakrętem, szybko skierowałem się w stronę domu.

<Izaac?>

czwartek, 7 sierpnia 2014

Od Izaac'a c.d Raphael'a

- Sądzę że jestem na to za chudy.- zaśmiałem się i zaprzestałem prób wyrwania mu zakupów jednak nadal maszerowałem obok niego próbując dorównać mu kroku.- Ale twojemu psu też mogę zrobić coś do jedzenia.- uśmiechnąłem się.
- Idź stąd.- mruknął nie patrząc na mnie.
- Nie chcę.- zaśmiałem się.- Zrobię ci omlet z warzywami lub naleśniki na słodko!
Tym razem się nie odezwał, widocznie próbował zbyć mnie milczeniem.
- Jak masz na imię?- spojrzałem mu w oczy.- I dlaczego jesteś dla mnie taki niemiły?- naburmuszyłem się ale szedłem nadal obok niego.- Przecież nic ci nie zrobiłem złego i chcę się tylko zaprzyjaźnić.
Może w końcu zdobędę jakiegoś kolegę, bo nie mam zamiaru odzywać się do końca życia tylko do Kamora i mojego brata.

[Raphael?]

Od Raphael'a cd Izaac'a

Odwróciłem się i spojrzałem dziwnie na czerwonowłosego. Ponownie wyciągnęłem rękę, żeby odzyskać moje siatki, jednak chłopak nie miał zamiau mi ich oddawać. Zamknąłem oczy i nabrałem powietrza do płuc, a potem powoli je wypuściłem, żeby się chociaż trochę uspokoić.
- Oddaj mi to. - powiedziałem stanowczym głosem
Pokręcił przecząco głową. Podszedłem do niego i zręcznym ruchem wyrwałem mu moje zakupy z ręki. Szybkim krokiem zaczałem iść w stronę domu, jednak chłopak cały czas szedł obok mnie i próbował przechwycić siatki.
- Sam potrafię sobie zrobić kanapki. - mruknąłem - Nie potrzebuję niczyjej pomocy.
- Ale ja chętnie zrobię je za Ciebie. - zaproponował z szeroim uśmiechem - W ramach podziękowania.
- Dobrze. W ramach podziękowania możesz zostać karmą dla mojego Pit Bulla.


<Izaac?>

Od Beatrice

Zimno. Autobus się spóźnia. Zapomniałam rękawiczek, odmarzają mi palce. Buty mam przemoczone. Ale dostałam parę wysokich ocen, więc dalej mam delikatny uśmiech na twarzy. Zawsze trzeba szukać jakichś plusów, co nie? Patrzyłam raz na zegarek, raz na ulicę, a raz na jakiegoś faceta z teczką w ręce. Fascynujące. Co by tu robić? Hm... może by poćwiczyć zdolności? Ciekawe o czym myśli pan wracający z pracy... skupiłam się na tym najmocniej jak potrafię i... "Dlaczego ona wygrała tą sprawę? Dlaczego ona dostała prawa rodzicielskie? On nie ma żadnych warunków odpowiadających dziecku! Och... no dlaczego? Nikt mi nie zastąpi Anastasii!" dobra, dobra, wystarczy. Bo jeszcze się popłaczę. Kto tu jeszcze idzie? Rozglądnęłam się.
- Przepraszam, która godzina? - zabrzmiał niski głos.
- Y, proszę? - nie wiem czemu tak zapytałam, chyba taki odruch.
- G-o-d-z-i-n-a. Godzina. - powiedział lekko zdenerwowany.
- Przepraszam, ym, 15:57.
- Dziękuję. Spóźnia się.
- Tak. - powiedziałam, a potem nastała cisza. Chwila, dobrze widzę? Wow, jedzie! Niesamowite *sarkazm*. Wsiadłam do pojazdu i usiadłam przy jakiejś dziewczynie. Ostatnie wolne siedzenie. Tyle wygrać! Uśmiechnęłam się do siebie. Przedemną 15 minut drogi. Skupiłam się na dziewczynie po mojej prawej stronie. Myślała: "Proszę, żeby nie zobaczyła co mam w rękach, proszę, proszę, proszę!" a ja, jakto ja zrobiłam na przekór. Ale tak tylko kącikiem oka spojrzałam, żeby nie widziała, że patrzę. Co tam ujrzałam? Naprawdę, przefantastyczne szkice! Nie mogę powiedzieć co przedstawiały, czy to jakieś fraktale, czy dziwne postacie, no po prostu były piękne! Nie mogłam tego tak zostawić, musiałam coś powiedzieć na ich temat.
- To... to twoje prace? - powiedziałam ze ździwieniem na twarzy
- Tak, wiem, okropne.
- Co? Okropne? Żartujesz? - powiedziałam z jeszcze większym ździwieniem na ryju, jak można mieć tak niską samoocenę?!
- Podobają ci się?
- Czy mi się podobają? Zajebiście mi się podobają! - dziewczyna spojrzała na swoją pracę i uśmiechnęła się.
- Naprawdę? Aż tak?
- Po co bym miała kłamać nieznajomą? - dziewczyna się zamyśliła i po chwili popatrzyła na mnie.
- Nie wiem. Chcesz zobaczyć inne?
- A masz? Pewnie! - wyciągnęła spod dzieła inne kartki. Nie potrafię powiedzieć, która praca była najpiękniejsza, wszystkie były wspaniałe! Patrzyłam, patrzyłam i w końcu się odezwałam.
- Wow... wiesz, ja też zajmuję się malarstwem, ale moje prace są niczym w porównaniu do twoich.
- A masz jakieś przy sobie?
- Nie. Wiesz, nie będę nosić codziennie płócien na uniwersytet. - zachichotałam, dziewczyna też. - A tak wogóle to nigdy cię nie widziałam na uniwersytecie.
- Cóż, bo... - dziewczyna widocznie się zakłopotała - bo ja jeszcze nie chodzę do uniwersytetu.
Gały mi dosłownie wyszły na wierzch. Dziewczyna, która robi takie prace i wygląda tak dorośle (nie staro, dorośle) nie ma 20 lat? Odebrało mi na chwilę mowę.
- Przy tobie jestem nikim. Naprawdę. - powiedziałam, zaśmiałyśmy się.
- A ja czuję się przy tobie jak gówniara. - dalej się śmiałyśmy. Po chwili ucichłyśmy. Nieznajoma odezwała się po momencię ciszy.
- Na jakim wysiadasz? - rozglądnęłam się i przeklnęłam pod nosem.
- Na tym co był 3 przystanki wcześniej.
- Ojej, przykro mi, ja na następnym. Może cię odprowadzę wzamian za to?
- Dziękuję, poradzę sobie. - powiedziałam i czekałam na następny postój. Akurat staliśmy w korku. Świetnie. Z nudów sprawdziłam o czym myśli nieznajoma. "Ciekawe, czy się przedstawi. Ja na nią nalegać nie będę, ona jest starsza, ja jestem zwykłą gówniarą. Ciekawe jakie ona maluje obrazy." Ha, w idealnym momencie podsłuchałam jej myśli. Chce, niech ma. Popatrzyłam jej w oczy i powiedziałam:
- Jestem Beatrice.

<Amanda>

Od Izaac'a c.d Raphael'a

Miłe było ze strony tego chłopaka że mnie urotawał, przecież mógł sobie od tak po prostu pójść i pozwolić na wypadek.
- Poczekaj!- podbiegłem do niego i złapałem za ramię.
Spojrzał się na mnie dziwnie więc go puściłem nie chcąc by się zdenerwował.
- Co chcesz?- mruknął.
- Mam na imię Izaac.- uśmiechnąłem się szeroko i wziąłem od niego zakupy. Spojrzał się na mnie jak na złodzieja.- Chcę ci się jakoś odwdzięczyć za ratunek, mogę ci zrobić śniadanie. Podobno dobrze gotuję.
- Obejdzie się.- chciał mi zabrać reklamówki z rąk ale cofnąłem się do tyłu.
- Nie obejdzie.- pomachałem przecząco głową.- Zrozum że chcę jakoś podziękować za to że mi pomógłeś buraku!- wyminąłem go.- Mniemam że dobrze się kieruję bo w tą stronę szedłeś, ale nie wiem czy trafie do twojego domu więc proszę cię o zapszestanie ględzenia i popriwadzenia mnie.

[Raphael?]

środa, 6 sierpnia 2014

Od Raphael'a cd Izaac'a

Wracałem ze sklepu, myśląc tylko i wyłącznie o tym, żeby jak najszybciej znaleźć się w domu. Nie jadłem jeszcze śniadania, a powszechnie wiadomo, że jeśli facet jest głodny, to jest zły. A kiedy zobaczyłem stojącego na środku ulicy chłopaka, którego miałem okazję poznać całkiem niedawno i jadący wprost na niego motor, wściekłem się jeszcze bardziej. Rzuciłem siatkę z zakupami na chodnik i podbiegłem do niego. Złapałem go za szalik, a potem ściągnąłem z ulicy bo nie chciałem, aby ktokolwiek umarł na moich oczach. A jeśli nawet nie umarł, to nie miałem teraz ochoty oglądać wypadków. Jednak ta niezdara musiała się wywrócić, a ponieważ stałem za nim, również upadłem na chodnik.
- Nic Ci nie jest? - Zapytałem, kiedy czerwonowłosy chłopak ze mnie zszedł. Pomachałem mu dłonią przed oczami. - Pytam się coś Ciebie.
Jednak ten nie odpowiadał, tylko patrzył się na mnie jak głupi. A potem się do mnie przytulił!
- Nic mi nie jest. Dziękuję ci bardzo.
- Co ty robisz?!
Zdjąłem z siebie jego ręce i wstałem z ziemi, a później wziąłem siatkę z zakupami. On również wstał.
- Nie musisz mi dziękować. Zrobiłem to tylko i wyłącznie dlatego, że nie chciałem jeździć potem z psiarnią i opowiadać im, co tu się stało. - mruknąłem bez entuzjazmu - Postaraj się więcej nie stawać na środku ulicy. Nara.

<Izaac?>

wtorek, 5 sierpnia 2014

Od Izaac'a c.d Raphael'a

Przechodziłem przez ulicę gdy usłyszałem pisk hamulców. Zamiast przyspieszyć i uciekać, stanąłem jak wryty i odwróciłem głowę w stronę nadjeżdżającego pojazdu. Kierowca z całych sił próbował zahamować ale wpadł w poślizg. Normalny demon, posiadający moją moc użył by jej i odsunął motor na drugą stronę ulicy lub zatrzymał go, ale mnie sparaliżował strach i nie umiałem trzeźwo myśleć.
Poczułem jak ktoś łapie mnie z tyłu za szalik i ciągnie w swoją stronę. Upadłem na tego kogoś i zacząłem szybciej oddychać. Przez miejsce w którym wcześniej stałem przejechał motor. Gdybym nadal tam był to zostałbym potrącony i prawdopodobnie bym nie przeżył.
- Nic ci nie jest?- zsunąłem się z chłopaka którego spotkałem wcześniej i spojrzałem mu w oczy. On mi uratował życie...- Pytam się coś ciebie.- mruknął i pomachał mi dłonią przed twarzą.
Zamrugałem kilka razy i przytuliłem się do niego. Całkiem ładnie pachniał.
- Nic mi nie jest. Dziękuję ci bardzo.

[Raphael? XD]

Od Raphael'a c.d Izzac'a

Chwilę później byłem przed sklepem, lecz gdy tylko wszedłem do środka, bardzo się zdziwiłem. Kiedy ostatni raz byłem w sklepie, wszystko wyglądało zupełnie inaczej. No, ale w ciągu miesiąca mogło się dużo pozmieniać. Tak to jest jak siostra jeździ Ci po zakupy. Westchnąłem cicho i podszedłem do blondynki pracującej w tym sklepie, która stała przy jednym z regałów.
- Um... Przepraszam! - zaczepiłem ją - Widzę, że się tu trochę pozmieniało.
- Tak, jakiś miesiąc temu. - odparła z miłym uśmiechem - Szuka pan czegoś konkretnego?
- Śniadania. - mruknąłem, rozglądając się po hali
Dziewczyna zaśmiała się i wskazała ręką w prawą stronę.
- Niech pan idzie tam, na pewno będzie coś odpowiedniego.
Czym prędzej skierowałem się w wskazaną stronę. Rzeczywiście, znalazłem tam wszystko co było mi potrzebne. Szybko wziąłem potrzebne rzeczy i skierowałem się w stronę kasy. Kolejki nie było, więc zapłaciłem i już po kilku minutach byłem w drodze powrotnej do domu.

<Izaac?>

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Od Izaac'a c.d Raphael'a

Chichotałem nadal patrząc na odchodzącego chlopaka. To trzeba być naprawdę wielkim burakiem by nie kontynuować bitwy na śnieżki. Westchnąłem gdy zniknął za rogiem i ruszyłem w swoją dalszą wędrówkę. Jeśli się nie pospieszę to się spóźnie i uczniowie w ramach równych praw rozkażą mi robić pompki i pewnie jesze na mnie usiadą.
Pognałem do dojo i szybko przebrałem się w czarną hakamę i keikogi. Po czym gdy wszyscy moi uczniowie się zebrali zacząłem trening. Mimo ciężkiej pracy wszyscy doskonale się bawili i nawet gdy byliśmy w zbrojach to nie narzekali. Nie wiem dlaczego ale dzieci i młodzież (ta bardziej normalna) nie miała do mnie pretensji o moje zachowanie i bardzo mnie lubili.
- Do widzenia sensei!- kazdy żegnał się ze mną wychodząc, a ja z uśmiechem im machałem.
Schowałem swój sprzęt, wziąłem prysznic i wysuszyłem włosy. Potem ubrałem się w swoją kurtkę i szalik. Założyłem pokrowiec z mieczami na ramię i wyszedłem z klubu zamykając go na klucz.
Ruszyłem w powrotną drogę modląc się by jakimś cudem Nathaniel tutaj przejeżdżał swoim motorem i zabrał mnie ze sobą do domu bym nie marzł. Nie było niby tak zimno ale byłem po prysznicu..
Może wejdę do jakiejś kawiarenki by się rozgrzać i kupić sobie kakao z piankami i słodka śmietanką.
Tak się rozmarzyłem o tej pyszności że przechodząc przez ulicę nie zauważyłem motoru jadącego wprost na mnie z lewej strony.

[Raphael?]